Rynek kapitałowy

Profil polskiego inwestora już od kilku lat wskazuje na przemianę pokoleniową i rosnącą popularność inwestowania wśród coraz młodszych, którzy chętnie sięgają poza krajowy rynek kapitałowy, inwestując w globalne akcje i ETF-y oraz kryptowaluty. To wielkie wyzwanie konkurencyjne nie tylko dla krajowych firm inwestycyjnych, ale również regulatora, czemu nie sprzyja zawetowanie ustawy o kryptowalutach.

Tegoroczne Ogólnopolskie Badanie Inwestorów (OBI) przeprowadzane przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych – największą organizacją skupiającą krajowych detalistów – przynosi wiele wniosków, które są ważne w debacie o kierunkach rozwoju krajowego rynku kapitałowego i dostępności instrumentów finansowych. Profil polskiego inwestora już od kilku lat przestaje być podobny do niemieckiego emeryta żyjącego z kapitału, bo coraz bardziej się odmładza – w tym roku średnia wieku spadła u nas do 39 lat, a detaliści z najniższej półki życiowej (18-25 lat) stanowią blisko 13 proc. wszystkich, a z kolejnego przedziału (25-35 lat ) – 29 proc. Szczególnie ta najmłodsza kategoria jest warta uwagi, ponieważ ponad 10  proc. udział w „masie inwestycyjnej” miała ona ponad dekadę temu w 2013 roku, a dołek zaliczyła w 2017 roku – 5,5 proc. Z drugiej strony tablicy wieku kurczy się udział najstarszych inwestorów (powyżej 55 lat) – spadek do zaledwie 7,5 proc. to najsłabszy wynik od 2010 roku. Jest to o tyle ciekawe, że w parze z odmładzaniem inwestorów idzie motywacja… oszczędzania na emeryturę (jako główną wskazuje aż 53,8 proc. ankietowanych), co świadczy nie tylko o wzroście świadomości emerytalnej, ale i pozytywnych efektach edukacji ekonomicznej związanej z przewidywaniami o wysokości przyszłych świadczeń.

Wyniki dotyczące deklarowanego wieku w badaniu wspierane są przez średni staż inwestowania, który wynosi zaledwie pięć lat (62,2 proc.), czyli mamy boom popularności inwestowania od początku pandemii COVID-19, która wywołała na rynku kapitałowym wiele zmian, nie tylko pokoleniowych. Okazało się, że drobni inwestorzy gremialnie wrócili wówczas do gry po wielu latach spadku aktywności, a właśnie dzięki ich zleceniom rynek na warszawskiej giełdzie nie załamał się na początku pandemii, bo instytucje finansowe sypały wtedy papierami na lewo i prawo. Nie będzie przesadą, że inwestorzy indywidualni stali się wtedy bohaterami giełdy i położyli kamień węgielny pod hossę, jakiej jesteśmy świadkami od kilku lat na warszawskim parkiecie. Tak krótki staż na giełdzie (do 5 lat) obserwowaliśmy ostatnio podczas wielkich prywatyzacji spod szyldu akcjonariatu obywatelskiego w latach 2010-2011, gdy entuzjazm inwestycyjny udzielił się rzeszy początkujących inwestorów, czego symbolem stała się liczba zapisów na akcje Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie – 323 tys.

Drobni inwestorzy mają dziś zupełnie inne paliwo niż wielkie prywatyzacje, bo obecny rząd niestety przejął po poprzednikach trend nacjonalizacyjny i słowo „prywatyzacja” zostało wyklęte z debaty publicznej. Skoro nie ma prywatyzacji majątku państwowego, a wręcz przeciwny proces, to inwestorzy skierowali się ku aktywom zagranicznym, czemu sprzyja rozwój technologii i globalna dostępność instrumentów finansowych. Tym bardziej, że w Polsce firmom „prywatnym od zawsze” również nie śpieszy się na parkiet, co odbija się na liczbie i wartości ofert IPO. Co prawda rejestry Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych (KDPW) mówią już o 2,4 mln rachunków inwestycyjnych, ale z drugiej strony z badań rynkowych wynika, że aż około 3 mln Polek i Polaków miało już kontakt inwestycyjny z kryptowalutami, więc musieli korzystać przy tym masowo z usług zagranicznych platform obrotu. Widać to także po zainteresowaniu funduszami typu ETF, bo 32,2 proc. ma takie instrumenty notowane na GPW, ale na rynkach zagranicznych aż 58,4 proc. Z kolei posiadanie akcji spółek zagranicznych deklaruje 47 proc., a kryptowalut aż 31,1 proc. Trend posiadania ETF-ów i spółek zagranicznych jest niezwykle silny w ostatnich latach, bo zaledwie dekadę temu deklarowało to jedynie odpowiednio 5,5 proc. i 6,7 proc. inwestorów. Nie można oprzeć się wrażeniu, że zainteresowanie zagranicznymi aktywami rozpoczęło się właśnie ze wstąpieniem na rynek w okresie pandemii rzeszy młodych inwestorów, którzy skwapliwie skorzystali z możliwości jakie stworzyły im nowe technologie.

Z badania OBI wynika, że popularność kryptowalut, a w szczególności bitcoina, jest największa wśród inwestorów do 45 roku życia, a w ciągu zaledwie pięciu lat te wskaźniki się z grubsza się podwoiły. Interesujące, że wśród stawiających na kryptowaluty nie brakuje długodystansowców, bo horyzont inwestycyjny powyżej 5 lat deklaruje aż 28,4 proc., a do pięciu lat – 35,6 proc. Oznaczałoby to, że wielu krajowych inwestorów zarobiło krocie na inwestycji w kryptowaluty z powodu wzrostu kursów. Otwarte pytanie pozostaje ilu rozlicza się podatkowo z tych zysków… W powszechnej świadomości rynek kryptowalut uchodzi za zderegulowany, który rządzi się swoimi prawami. Takie przekonanie może u nas jeszcze bardziej się umocnić po zawetowaniu ustawy regulującej obrót kryptoaktywami, co może być także zagrożeniem dla bezpieczeństwa uczestników rynku.