Polityka gospodarcza

Przygniatająca zgoda zatrudnionych w Jastrzębskiej Spółce Węglowej (JSW) na cięcie świadczeń pracowniczych w celu ratowania spółki wnosi nową jakość do procesu restrukturyzacji branży górniczej. Wzięcie na siebie współodpowiedzialności za dalszą egzystencję spółki jest wyrazem dojrzałości górników i dowodem, że właściciel i spółka mogą z nimi dojść do konstruktywnego kompromisu, a nie tylko ulegać pod presją akcji strajkowych i politycznych kalkulacji.

Porozumienie z załogą było konieczne, aby ratować JSW pogrążoną w tarapatach finansowych. Najpierw musieli się dogadać związkowcy z zarządem, a potem umowę „klepnąć” pracownicy w referendum. O ile porozumienie na pierwszym etapie wydawało się do osiągnięcia w sytuacji „być albo nie być” spółki, to wynik referendum zawsze jest niewiadomą. Dlatego głos „za” jest tak niezwykle ważny z kilku powodów. Po pierwsze, pokazał odpwiedzialność za firmę wśród szerokiej załogi, ponieważ za opcją ratunkową opowiedziało się aż 97 proc. głosujących, a udział w głosowaniu wzięło 16,2 tys. zatrudnionych, więc nie ma mowy o decyzji mniejszości, tylko przytłaczającej większości załogi. A była to decyzja dla wielu trudna, bo dobrowolnie zgodzili się na zawieszenie prawa do  14. pensji za 2026, przesunięcie wypłaty „czternastki” z 2025 na 2027, wypłatę Barbórki w ratach za 2025-2027, zawieszenie deputatu węglowego i cięcia innych świadczeń. Zatem mimo że nie obniżono podstawowych pensji miesięcznych, to pracownicy odczują zgodę w swoich portfelach. W zamian będą mieć miejsca pracy, bo utrata płynności finansowej byłaby katastrofą i postawiłaby pod znakiem zapytania dalszy byt spółki. To nie koniec planu ratowania JSW, ale zaoszczędzenie 1,2 mld zł w dwa lata na pracownikach pokazuje innym uczestnikom procesu, w tym bankom i akcjonariuszom, że koszty ratowania można jednak ponosić solidarnie, a nie tylko sięgnąć po środki publiczne czy prywatne. Jest to ważne, ponieważ dotychczas takie działanie solidarnościowe napotykało często na opór załóg i twarde „nie” ze strony związkowców, szczególnie jeśli czuli za plecami populistyczne polityczne wsparcie, tak jak było za poprzednich rządów, gdy wystarczyło rządzących postraszyć strajkiem albo demonstracją, aby znajdowały się pieniądze na ogromne podwyżki płac.

Jak wynika z raportu przygotowanego na zlecenie Fundacji Przyjazny Kraj przez centrum analityczne Polityka Insight, koszty osobowe, czyli mówiąc wprost płace górników, w kosztach działalności kopalń – stanowią one aż 60 proc. i znacząco wzrosły podczas poprzednich rządów, które za wszelką cenę starały się zbić kapitał polityczny na Śląsku i szły na wszystkie ustępstwa płacowe, aby tylko zachować tzw. spokój społeczny. Ale lekceważenie kosztów wpisuje się w trwające od początku transformacji dosypywanie kasy do kopalń, byle tylko panował polityczny spokój i aby zjednać sobie poparcie. Z raportu wynika, że od 1989 r. kolejne rządy wypłaciły kopalniom w sumie ok. 150-160 mld zł pomocy publicznej w ramach bezpośrednich transferów finansowych, obejmujących m.in. dotacje budżetowe, umorzenia zobowiązań (np. podatkowych, wobec ZUS) oraz dokapitalizowanie spółek poprzez emisję akcji/obligacji czy transfery za pośrednictwem innych spółek skarbu państwa. Z tego nie mniej niż ok. 20 proc. wypłacono w latach 2015-2025 r. Według raportu kwota ta byłaby znacząco wyższa, gdyby doliczyć do tego świadczenia socjalne dla pracowników kopalń, np. emerytury i urlopy górnicze itp. Wsparcie publiczne dla górnictwa ma wynieść ok. 5,5 mld zł w 2026 r., wobec 9 mld zł w 2025 r. i 7 mld zł w 2024 r.

Przykład porozumienia dla oszczędności z załogą JSW powinien zostać powielony w innych spółkach górniczych, a szczególnie Polskiej Grupie Górniczej (PGG), która straciła w zeszłym roku netto ok. 5 mld zł i również cierpi z powodu zbyt wysokich kosztów płac. Dostosowanie kosztów osobowych do przychodów i wolumenu wydobycia, który z roku na rok się zmniejsza, jest koniecznością. W przeciwnym razie może dojść do niekontrolowanych bankructw, pomimo udzielanej stale pomocy publicznej. Z jednej strony górnicy powinni wziąć na siebie część kosztów ratowania kopalń, a z drugiej systematycznie odchodzić z zawodu. Obecnie kopalnie zatrudniają ok. 72 tys. pracowników, a w ciągu ostatniej dekady odeszło ok. 24 tys. To oznacza, że problem społeczny staje się coraz mniejszy i łatwiej nim zarządzić społecznie i politycznie. Tym bardziej, że tysiące pracowników kopalń sygnalizuje gotowość do dobrowolnych odejść w zamian za pakietu osłonowe. Zdają sobie sprawę, że w najbliższych latach popyt na węgiel w energetyce będzie gwałtownie maleć i z tym trendem nie sposób walczyć. I nie wynika to jedynie z polityki klimatycznej „złej” Unii Europejskiej, ale głębszych trendów gospodarczych, które paliwa kopalne odstawiają na boczny tor. Poza tym krajowy węgiel w okresie dekoniunktury cenowej jest drogi na tle innych, często egzotycznych kierunków importu surowca, gdzie wydobywa się metodą odkrywkową, a nie zjeżdża na 1000 metrów i więcej w warunkach zagrażających zdrowiu i życiu pracowników. Dlatego porozumienie z załogą JSW jest tak ważne, aby było nie tylko przykładem współudziału w akcji ratowania spółki, ale także ograniczania w przyszłości kosztów osobowych.