Rynek kapitałowy

Projekt wprowadzenia Osobistych Kont Inwestycyjnych to krok w dobrym kierunku budowania kapitału inwestycyjnego w społeczeństwie, szkoda tylko, że tak koszmarnie spóźniony, bo powinien być uchwalany już dwa lata temu. Hossa trwająca na warszawskiej giełdzie sprzyjałaby zachęceniu inwestorów i oszczędzający do zainteresowania się tą formą lokowania kapitału.

Jeśli rządowy projekt zostanie uchwalony i – co wcale nie jest pewne – podpisany przez prezydenta, to nowy model dający ulgę podatkową od zysków kapitałowych zacznie funkcjonować dopiero od początku 2027 roku. Warto dodać, że będzie to już rok wyborczy, a w trakcie walki politycznej między pałacem prezydenckim i rządem zapewne nie jedna wartościowa ustawa padnie jej ofiarą. Ale zakładając, że proces legislacyjny znajdzie swój szczęśliwy finał, otrzymamy w Polsce coś w rodzaju namiastki wyborczej obietnicy z 2023 roku o zniesieniu tzw. podatku Belki dla inwestycji i oszczędności do 100 tys. zł powyżej jednego roku. Inwestorzy, w szczególności giełdowi, oczywiście oczekiwali wywiązania się zwycięzców wyborów parlamentarnych w pełni z wyborczej obietnicy, ale jak to w powiedzeniu: „dobry rydz, niż nic”. Okazało się jednak, że roczne dochody ponad 10 mld zł z „podatku Belki” są zbyt ważne dla budżetu, aby zaproponować wspomniane jego zniesienie, więc w zamian otrzymaliśmy rozwiązanie wzorowane na szwedzkim modelu, który w ciągu 10 lat ma przynieść korzyści inwestorom i oszczędzającym rzędu prawie 10 mld zł.

Mimo dość oszczędnego podejścia resortu finansów warto jednak wskazać na zalety tego rozwiązania, które – jak szacują twórcy ustawy – ma do 2040 zasilić warszawską giełdę w 74 mld zł świeżego kapitału. Według projektu pod parasol podatkowy OKI będzie można przenieść aktywa do 100 tys. zł, z czego maksymalnie 25 tys. zł mogą stanowić aktywa oszczędnościowe w postaci lokat czy obligacji. Istotne jest z punktu widzenia inwestorów, że mogą być to jedynie kwalifikowane aktywa denominowane w złotych, czyli z jednej strony znacząco zawęża się wybór, ale z drugiej powinno stymulować to rozwój lokalnego rynku kapitałowego. Zatem poza podatkowymi konfiturami z OKI pozostaną np. korzystający obecnie na szeroką skalę z zagranicznych instrumentów finansowych notowanych na globalnych rynkach. Jednak można przyjąć, że skoro koszty rozwiązania obciążają krajowy budżet, to naturalne jest preferowanie krajowych (denominowanych w PLN) instrumentów finansowych i kierowanie świeżego strumienia kapitału na parkiet warszawskiej giełdy, a nie międzynarodowe platformy obrotu, gdzie np. polskie firmy nie zdobywają kapitału, a właśnie ten ma pozostać w Polsce i służyć rozwojowi.

Finansowanie gospodarki przez rynek kapitałowy powinno być obecnie priorytetem rządu, ponieważ pod względem ubankowienia oszczędności  należymy do europejskich liderów i banki wprost dławią się nadwyżką pieniędzy, a tymczasem debiutów spółek posiłkujących się kapitałem z rynku publicznego jest jak na lekarstwo. Dość powiedzieć, że na koniec 2024 roku mieliśmy aż 1,3 bln zł w depozytach bankowych i gotówce (pod względem trzymania żywej gotówki w tzw. materacach też jesteśmy liderem w UE). Wprowadzenie OKI jest także realizacją unijnej Unii Oszczędności i Inwestycji, która ma pchnąć gospodarkę w kierunku większego finansowania przez rynek kapitałowy, bo obecnie w UE z grubsza 30 proc. finansowana jest w tej formie, a w USA aż 70 proc. (w Polsce zaledwie ok. 7-9 proc.). Poza Szwecją zbliżone do OKI rozwiązania funkcjonują m.in. w Wielkiej Brytanii i Szwajcarii, co tylko mocniej uwidacznia lukę kapitałową, jaką mamy bez stosowania nadzwyczajnych konstrukcji podatkowych w celu uaktywnienia ogromnej ilości krajowych oszczędności.

O ile OKI wejdą w życie, to dopiero praktyka pokaże czy są na tyle zrozumiałe i łatwe w korzystaniu, że staną się powszechną formą inwestowania i oszczędzania. Krytycy pomysłu wskazują na zbyt duży poziom skomplikowania dla mało wyedukowanych ekonomicznie inwestorów i oszczędzających, dlatego tak ważna będzie kampania edukacyjna towarzysząca wprowadzeniu nowego podatkowego wehikułu. Doświadczenia związane z wprowadzonymi przed 7 laty PPK pozwalają być jednak lekkimi optymistami, nawet jeśli na początku OKI nie spotkają się ze szturmem inwestorów i oszczędzających. Warto przypomnieć, że stopa partycypacji na początku PPK wynosiła zaledwie nieco ponad 30 proc., a zdobywając sobie popularność z roku na rok przekroczyła już psychologiczny próg 50 proc. i nadal rośnie, i to pomiędzy obowiązkowymi zapisami, co wskazuje dobitnie, że coraz powszechniejsza jest w społeczeństwie świadomość korzyści z PPK. Oby podobny scenariusz był w przypadku OKI, ponieważ coś trzeba zrobić z niekorzystną dla rozwoju kraju strukturą oszczędności i dodać sił warszawskiej giełdzie, kierując tam część drzemiącego kapitału.