Wystarczył miesiąc wojny na Bliskim Wschodzie i mocny wzrost cen ropy naftowej, aby marzenia o ustabilizowaniu inflacji w Polsce można odłożyć do szuflady. W marcu wskaźnik cen podskoczył do 3 proc. i ponownie niebezpiecznie zbliżył się do górnej granicy celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. plus/minus 1 pkt proc.). Otwarte pozostaje pytanie na ile regulowane ceny paliw zahamują ten trend groźny dla gospodarki.
A miało być tak pięknie… Po sześciu latach walki z inflacją wreszcie były szanse na „uwięzienie” jej w celu inflacyjnym i ustabilizowanie całej gospodarki, bo wzrost cen rozpoczęty pod koniec 2019 roku za rządów Zjednoczonej Prawicy, jeszcze przed pandemią COVID-19 i kryzysem energetycznym, wprost zdemolował oszczędności rzeszy Polek i Polaków, wprowadzając nieprzewidywalność cen wielu towarów i usług. Stopy procentowe Rady Polityki Pieniężnej szły zgodnie z dół i pytanie ekonomistów dotyczyło nie „czy” lecz „o ile” spadną one przez cały 2026 rok, przynosząc ulgę kredytobiorcom indywidualnym i przedsiębiorcom. Dla kasy państwa też była przewidywana ulga, ponieważ – pomimo braku jakiejkolwiek odpowiedzialnej polityki ograniczania deficytu budżetowego – inwestorzy coraz chętniej kupowali polskie obligacje. I to pomimo, że wobec Polski wdrożona została przecież procedura nadmiernego deficytu, która w założeniu przecież powinna spowodować zmniejszenie wydatków państwa i zwiększenie dochodów, a nie dalszą radosną produkcję długu publicznego przed wyborami parlamentarnymi 2027. W efekcie pod koniec lutego rentowności obligacji dziesięcioletnich spadły do poziomu poniżej 5 proc., co zostało z ogromną ulgą przyjęte na ulicy Świętokrzyskiej, gdzie mieści się resort finansów.
Tyle, że sen o stabilizacji inflacji i dynamicznie rosnącej gospodarce prysł jak tylko USA zdecydowały się zaatakować Iran. Wojna w zapewnieniach Białego Domu miała być szybka i zwycięska, tymczasem stało się inaczej i ceny ropy wprost oszalały, windując (WTI) cenę baryłki z 70 do 105 dolarów za baryłkę. Doprowadziło to do paniki na rynku surowców energetycznych, także gazu, i ponownie otworzyło front inflacyjny, nie tylko w Polsce, ale i Unii Europejskiej i USA. Bo ceny paliw są mocno inflacjogenne i przekładają się – z niewielkim opóźnieniem – na ceny wielu towarów i usług. O ile w lutym inflacja w Polsce (rok do roku) wynosiła jedynie 2,1 proc., to w marcu podskoczyła do 3 proc. I żadnym pocieszeniem nie jest, że ekonomiści przewidywali gorszy odczyt, rzędu 3,3 proc. Inflacja wróciła i stało się to faktem ekonomicznym i politycznym , co pociągnęło za sobą decyzje mające uspokoić nastroje społeczne, czyli obniżenie akcyzy i podatku VAT na paliwa. Na ile przyczyni się to do ograniczenia inflacji, zobaczymy.
Ale już dziś można policzyć jakie szkody będzie miała ta decyzja krótko- i długoterminowo dla finansów publicznych, które są w coraz trudniejszym stanie nie tylko z powodu działań obecnego rządu, ale przede wszystkim nieprzytomnego zadłużania państwa na cele polityczne przez rządy Zjednoczonej Prawicy. Dług publiczny puchnie, w kasie NFZ brakuje pieniędzy, a tymczasem z powodu mrożenia cen paliw miesięcznie nie wpłynie do budżetu ok. 1,6 mld zł z VAT i akcyzy. W skali kwartału to prawie 5 mld zł, ale jeśli sytuacja militarna na Bliskim Wschodzie się nie wyjaśni i ceny ropy będą oscylować do końca roku wokół 100 dolarów za baryłkę, to wyrwa w budżecie będzie się lawinowo powiększać, a przy blokowaniu nowych podatków przez prezydenta nowych wpływów nie ma co oczekiwać. W tym kontekście nawoływanie przez opozycję do obniżenia stawki VAT na żywność zakrawa wręcz na sabotaż gospodarczy i motywowaną politycznie próbę pogrążenia budżetu państwa, aby tylko przejąć władzę w 2027. Tylko jeśli kasa będzie pusta, to będzie dramat.
Inwestorzy, przede wszystkim zagraniczni, widzą fatalną rozgrywkę polityczną w Polsce, rozpędzającą się inflację i słabe perspektywy budżetowe, a więc sprzedają na potęgę polskie obligacje rządowe. Rentowności papierów dziesięcioletnich sięgnęły już blisko 6 proc., co musi być szokiem na Świętokrzyskiej, ponieważ koszty obsługi długu koszmarnie rosną. Tak samo kiepski perspektywy ma obniżka stóp procentowych przez RPP, bo choć ostatnia została przeprowadzona w marcu, już po wybuchu wojny, to może się okazać, że była fatalnym błędem i tylko zwiększy skalę przyszłych podwyżek. W sumie, hydra inflacji podniosła łeb, mimo że nikt ją o to w Polsce nie prosił. Padliśmy ofiarą konfliktu regionalnego, który ma wpływ na światową gospodarką, a nasza chata wcale nie jest z kraja, jak widzieliby niektórzy politycy…