Rynek kapitałowy

Podatek od zysków kapitałowych liczy sobie już ponad dwie dekady, ale pomimo silnej krytyki środowiska inwestorskiego nie doczekał się nigdy znaczących modyfikacji, które wspierałyby długoterminowe oszczędzanie. O ile jego całkowite zniesienie, w czasie ogromnego deficytu budżetowego, można raczej włożyć między bajki, to nad reformą należy dyskutować, ponieważ trzeba wzmocnić krajowy rynek kapitałowy służący rozwojowi innowacyjnej gospodarki.

Warto na każdym kroku przypominać, że podatek od zysków kapitałowych wprowadzony w 2002 roku podczas rządów premiera Leszka Millera miał być rozwiązaniem tymczasowym, służącym załataniu dziury w budżecie państwa odziedziczonej w dużej mierze po poprzednim rządzie AWS. Początkowo obejmował lokaty bankowe, a od 2004 roku również dochody z inwestycji kapitałowych, ale jak to często w Polsce bywa, coś, co miało być na chwilę, aby podratować budżet, zostaje z nami na dłużej i z biegiem lat coraz trudniej podatek nie tylko usunąć, ale nawet zmodyfikować, ponieważ państwo szybko przyzwyczaiło się do łatwej daniny, która w zależności od koniunktury daje grube miliardy złotych. Bardzo długo utrudniano nawet poprawkę tak ewidentnych błędów legislacyjnych, jak brak łączenia strat powstałych z funduszy inwestycyjnych z zyskami osiągniętymi np. na rynku akcji. W efekcie podatek Belki był przez dwie dekady poważnym hamulcowym rozwoju rynku kapitałowego i odstręczał wielu inwestorów od samodzielnych inwestycji na warszawskiej giełdzie. Tym bardziej, że podatek wprowadzono we wczesnym okresie funkcjonowania giełdy, nie dotrzymano zapewnienia, że jest tymczasowy, ani nie modyfikowano go w taki sposób, aby był jednak bardziej „przyjazny”, np. zwalniając drobne zyski z daniny albo inwestycje długoterminowe, które przecież nie mają charakteru spekulacyjnego.

Dlatego wcale nie powinno dziwić, że Ogólnopolskie Badanie Inwestorów (OBI) przeprowadzane przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych – największą organizacją skupiąjącą krajowych detalistów – przynosi w tym roku niezmienne przekonanie inwestorów, że podatek Belki jest największą słabością rynku kapitałowego – takie wskazanie daje aż 51,6 proc. ankietowanych. Na niechlubnym podium bolączek inwestorskich „Belka”  wyprzedza niski poziom edukacji finansowej (45,6 proc.) i wpływ polityki na rynek kapitałowy (39,8 proc.). Chyba nikt na świecie nie lubi płacić podatków, ale wieloletnie wskazywanie na fatalny wpływ podatku Belki na rynek kapitałowy przez inwestorów indywidualnych powinno decydentom przynajmniej dać do myślenia. Tym bardziej, że sami inwestorzy coraz częściej godziliby się łatwiej z tym podatkiem, gdyby nie był on holistycznie skrojony przed ponad dwoma dekadami i jednak bardziej korespondował z dynamicznymi zmianami rynku i całej gospodarki. Jedynie 5,2 proc. inwestorów wybiera pozostawienie podatku bez zmian, podczas gdy 51,5 proc. sygnalizuje,że powinien zostać obniżony bez względu na czas inwestycji, ale aż 33,9 proc. mówi, że jego obniżenie powinno dotyczyć tylko inwestycji długoterminowych. Zatem mamy duży odsetek inwestorów, którzy – mówiąc kolokwialnie – nauczyli się żyć z rzekomo tymczasowym podatkiem i zamiast walczyć o jego zniesienie akceptowaliby jedynie modyfikację pod względem horyzontu inwestycyjnego. Równie ciekawe wyniki przynosi OBI jeśli chodzi o pytanie do jakiej wartości powinien być obniżony podatek. Ponad połowa ankietowanych chciałaby, aby było to 6-10 proc. (30,1 proc.) i 1-5 proc. (22,4 proc.). Zatem zejście z wysokiego pułapu 19 proc. byłoby również satysfakcjonujące dla wielu inwestorów.

Sprawa obniżenia opodatkowania dla inwestycji długoterminowych, które co do zasady powinny być wspierane przez państwo, a nie hamowane fiskalnie, staje się jeszcze ciekawsza, gdy przeanalizujemy do jakiej wartości podatku powinny spaść inwestycje długoterminowe, ponieważ ponownie wysoki odsetek (36,1 proc.) widziałby przedział 6-10 proc., podczas gdy zagorzali zwolennicy zerowej stawki „tylko” 34,5 proc. Również inwestorom godzącym się na „Belkę”, ale z długoterminowymi bonusami nie można odmówić odpowiedzialności, ponieważ ulgi zaledwie po roku trzymania instrumentów finansowych oczekiwałoby jedynie 18,8 proc. ankietowanych, podczas gdy po trzech latach – 31,4 proc., a pięciu – aż 38,5 proc.

Zatem ze strony środowiska inwestorskiego widać gotowość do rozsądnych zmian w podatku Belki, która przeważa nad żądaniami jego całkowitego zniesienia. Tymczasem państwo jak trzymało się kurczowo podatku, tak się trzyma. A jedynym zaproponowanym obecnie rozwiązaniem jest OKI, które jest nową konstrukcją podatkową niejako obok głównego winowajcy słabości rynku kapitałowego (przynajmniej zdaniem inwestorów indywidualnych). Okazuje się po raz kolejny, że łatwiej rzucić wyborczą obietnicę likwidacji podatku dla oszczędności i inwestycji do 100 tys. zł niż wprowadzić ją w życie, tym bardziej w prostej postaci, zrozumiałej dla wszystkich, nawet mnie wykwalifikowanych ekonomicznie. Ale taka niechęć państwa do zmian nie dziwi, skoro w całym 2024 roku fiskus wyciągnął z portfeli inwestorów 10,4 mld zł, a biorąc pod uwagę skalę hossy w zeszłym roku ten wynik ma wszelkie perspektywy zostać pobity. Zatem po ponad dwóch dekadach fiskus ma zamiar cofnąć się jedynie o krok, aby zminimalizować straty dla swojej kasy. Ale to i tak krok w dobrym kierunku, który w żadnym stopniu nie zamyka debaty nad kolejnymi zmianami, choć całkowite zniesienie daniny wydaje się mało prawdopodobne, skoro kasa państwa w potrzebie…